Przejdź do treści Przejdź do menu

W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie w ramach naszej strony internetowej korzystamy z plików cookies. Pliki cookies umożliwiają nam zapewnienie prawidłowego działania naszej strony internetowej oraz realizację jej funkcji.

Wykorzystywane w celu zapewnienia prawidłowego działania serwisu internetowego. Dzięki tym plikom nasz serwis internetowy jest wyświetlany prawidłowo oraz możesz z niego korzystać w bezpieczny sposób. Te pliki cookies są zawsze aktywne, chyba że zmodyfikujesz ustawienia swojej przeglądarki internetowej, co jednak może skutkować nieprawidłowym wyświetlaniem serwisu internetowego.

17.10.2026 r.

    W sobotę naszym celem było zdobycie Potrójnej. Kilka informacji o szczycie. Dla rodowitych mieszkańców okolicznych wsi ta góra od zawsze nazywała się Czarny Groń. Skąd więc wzięła się obecna nazwa? W latach 80. XIX wieku austriaccy kartografowie przygotowywali szczegółowe mapy tych terenów. Przepisując nazwy, popełnili błąd – przenieśli nazwę pobliskiego osiedla (przysiółka) Potrójna, należącego do wsi Rzyki, bezpośrednio na sam szczyt. Nazwa oficjalnie się przyjęła, mimo że geometrycznie i historycznie była pomyłką.

    Choć nazwa nawiązuje do osiedla, idealnie pasuje do topografii góry. Trudno jednoznacznie określić liczbę jej wierzchołków. W wielu źródłach opisywana jest jako szczyt dwuwierzchołkowy, jednak w rzeczywistości w grzbiecie wyróżnić można aż trzy punkty kulminacyjne:
 
  • Wierzchołek południowy (883 m n.p.m.)
  • Wierzchołek środkowy/główny (892 m n.p.m.)
  • Wierzchołek północny (887 m n.p.m.) 

   Tym razem wyruszyliśmy dosyć późno, o godzinie 8:00. W ciągu 50 minut dojechaliśmy na Przełęcz Kocierską, a wejście rozpoczęliśmy o 9:00. Czerwony szlak od przełęczy to najprostsza droga, aby zdobyć szczyt. Po godzinie marszu byliśmy na miejscu. W przytulnym domku u Ani i Rafała można się posilić. My kupiliśmy drożdżówki wypiekane na miejscu. Po odpoczynku wyruszyliśmy czarnym szlakiem do Rzyk - Praciaków. Zejście okazało się bardziej wymagające, ponieważ na drodze znajdowało się dużo luźnych kamieni. Do autobusu dotarliśmy około 13:00, a w Bielsku byliśmy po godzinie 14-stej.

Do zobaczenia następnym razem.